Masz 4 miesiące na zaplanowanie corocznej katastrofy. Albo uniknięcie, czyli jak zrujnować sobie święta.

image1 (1)

Muszę zrobić 12 potraw, do tego pierwszy i drugi dzień świąt pasztety, udźce i inne szynki i broń boże uszek nie można kupić, tylko lepić, lepić, lepić, dniami i nocami. W imię zaharowania się i przysypiania nad wigilijnym stołem. A w przerwach polerować kryształy i woskować parkiety. Naprawdę – święta pełną gębą! Okna też trzeba umyć – w końcu przy wigilijnym stole głównie patrzymy przez okno i podziwiamy deszczową jesień w pełnej krasie. I wszystko sama, bo jak się nie umorduję, to się nie liczy. W imię czego? Przejedzenia i marudzenia, że to nie zjedzone, tamto zostało, siamto się zepsuje… Albo patrzenia jak parkiet matowieje z każdym krokiem. Że w imię tradycji? W imię tradycji to fajnie byłoby posiedzieć i pogadać. A do jedzenia wystarczyłoby zrobić to, co lubisz najbardziej, ewentualnie zamówić. I w święta się cieszyć i celebrować. Relaksować, a nie zdychać…

Z jednej strony lubię święta, a z drugiej ta nerwowość około świąteczna mnie przeraża. Chociaż teraz mam w święta labę – Mama i Nieteściowa zawsze przyjmą na barszczyk, rybę po grecku i pierogi z suszonymi śliwkami. Ja wigilię opędzę trzema daniami. I cieszę się, że te całe tygodnie przygotowań, niejedna kłótnia, bo w tym kołowrotku przygotowań każdemu w końcu puszczają nerwy, mnie nie dotyczą. I tylko słucham o przedświątecznych awanturach  – chyba każdy dom ma w DNA wpisaną, podobnie jak buziak na zgodę przy opłatku. Ewentualnie obcięty kawałek palca, bo przecież kapusta za wolno się szatkuje (pozdrawiam Mamuś 😉 )

Zadbałam do tego stopnia o swoje zdrowie psychiczne w tym okresie, że prezenty świąteczne kupuję najpóźniej w listopadzie. I najchętniej przez internet. Decyzja – klik – zapłać – odbierz z paczkomatu. Że nawet z prezentami idę na łatwiznę i wstyd i hańba? No to spalcie mnie na stosie. Jak się nie umordujesz (przynajmniej robieniem prezentów, koniecznie 23 grudnia, bo wcześniej się nie liczy) to co to za święta? Bezstresowe?

Święta też możesz spędzić NaWłasnychZasadach. Na przykład bez kompotu z suszu, bo nikt u Ciebie nie lubi. Albo z prezentami przed kolacją, bo dzieciom bardzo zależy. Świat się nie zawali. Nawet jak wyjedziesz do agroturystyki w Koziej Wólce, albo do spa na Malediwach. Spróbuj! A może dla odmiany pozwolisz wszystkim kanapować po wigilii przy Kevinie? W rozciągniętych dresach?

Mam alergię na wszystkie powinno się, trzeba, nie wypada. Nie wypada to plomba z zęba (pod warunkiem, że masz dobrego dentystę).

I nie rozumiem, dlaczego. To chyba relikt epoki, z hasłem: jak się nie narobisz, to się nie liczy. Chociaż z drugiej strony to w tej samej epoce mottem było: czy się stoi czy się leży… Więc tym bardziej jestem w kropce.

A ja nie umiem lepić pierogów i jeśli kiedyś wigilia będzie u mnie to je zamówię, chyba, że najdzie mnie wena i się nauczę. Ale wtedy pewnie kupię karpia i nie umyję okien. I już. I być może dlatego nikt specjalnie nie nalega na święta w Krakowie 😉 bo byłby luz, samoobsługa i nic-nie-robienie.

Facebookmail
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.