Work-life balance – mit, kit czy może da się?

 

Walka o przywrócenie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym trwa. Chociaż wydaje mi się, że trwa raczej walka o przetrwanie w pracy, a kiedy już przekroczysz próg domu rozpoczyna się walka o przetrwanie w domu. Stres w pracy zamienia się w stres w domu. Bo z i tu i tu jesteś ciągle w plecy. Terminy gonią, Ty gonisz w wyścigu za pieniądzem, gonisz partnera/partnerkę, dzieci, szybciej, więcej, bardziej. Takie czasy, taka kultura? Życia? Tylko co to za życie?

Rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani dnia w swoim życiu. Łatwo się mówi? I na dodatek może coś w tym jest? Doskonale wiesz, że w pracy spędzasz 1/3 dnia i połowę życia, więc może warto wziąć temat na tapetę? I nie, niestety, nie będzie tak, że każdy z nas będzie realizował w życiu swoją pasję i na niej zarabiał wystarczająco dobrze. Tylko czy brak pasji, talentu na miarę Micka Jaggera, Lewandowskiego albo Moniki Olejnik skazuje Cię na kilkadziesiąt lat ciężkich robót w pocie, znoju, nienawiści do szefa, pracy i samego siebie?

Ja Ci nie powiem pokochaj swoją pracę – zrobisz co zechcesz, w końcu to Twój wybór czy robisz z siebie męczennika czy nie. Poza tym, umówmy się nie każdą pracę pewnie da się pokochać.

To co w takim razie zrobić? Jeśli na samą myśl o pracy jest Ci słabo, z niedzieli cieszyć się nie umiesz, bo zżera Cię wściekłość i panika na samą myśl o pięciu dniach mordęgi, to znaczy, że coś jest nie tak. I to, że większość Twoich znajomych tak ma nie oznacza, że to jest normalny stan. To jak przywrócić normalność?

Na własnych zasadach. I nie mów mi, że łatwo się mówi. Odstaw emocje na bok i weź to na rozum, po coś pracujesz. Po to, żeby mieć na chleb, na szkołę dla dzieci, na urlop w Dąbkach albo na Malediwach. No właśnie – po co pracujesz?

Czyli ta praca coś Ci daje. Poza szefem, którego nienawidzisz i miejscem, którego nie znosisz.

Druga rzecz – za co nienawidzisz? Bo może dlatego, że tak się przyjęło? W końcu wszyscy marudzą, bo za dużo obowiązków, za mało pieniędzy, atmosfera do bani. Znów weź to na rozum – jeśli mi aż tak bardzo źle, a medalu za męczeństwo raczej nie dostanę, to może warto coś zmienić? Masz dwa wyjścia – albo zmień pracę albo nastawienie.  Pierwszego nie chcesz, boisz się, nie masz siły? To zostań tu gdzie jesteś, zmień podejście i zrób cokolwiek, co sprawi, że Twoje życie będzie przyjemniejsze.

Pamiętasz? To od nas zależy czy dzień będzie składał się z fajnych czy z mniej fajnych rzeczy. I na czym będziesz koncentrować swoją uwagę. A jeśli dobrze poszukasz, to zawsze znajdzie się coś, co ma więcej plusów dodatnich niż ujemnych 😉

Może fajna ekipa zgranych ludzi, a może tylko jedna, ale za to bardzo serdeczna bratnia dusza? Może pieniądze, za które możesz spełniać marzenia swoje i swoich dzieci? Może godziny pracy, które Ci pasują, może to, że masz blisko do domu, a może to, że masz daleko, za to jeździsz na rowerze i dzięki temu jesteś w formie? Może Twój szef jest całkiem sympatyczny, może uczysz się nowych rzeczy, a może nie musisz uczyć się wcale? Może masz super pakiet socjalny, a może zarabiasz jedynie na podstawowe potrzeby, ale zarabiasz? Może jesteś wśród ludzi i masz okazję pogadać, a może masz święty spokój, robisz swoje i nikt Ci głowy nie zawraca?

Wszystko jest w głowie. A samospełniająca się przepowiednia zadziała tak, jak ją zaprogramujesz. Jeśli będziesz chciał/a zobaczyć dobre strony miejsca, w którym spędzasz połowę życia – zobaczysz plusy. Jeśli będziesz myśleć o tym jak Ci tam źle, minusy pojawią się wszędzie.

To Ty wybierasz.

Facebookmail
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.