Modnie jest być rozwiniętym osobiście

levitation-1287234_1920

Nastała moda i pęd na trend pt. Jeszcze jedne warsztaty sobie zrobię. Kolekcja dyplomów potwierdzających uczestnictwo w warsztacie rośnie z tygodnia na tydzień, facebook pęcznieje od lajków i podziwu znajomych, a ja szukam kolejnych, które rozwiną mnie jeszcze bardziej. Asertywność – zrobione, komunikacja – zrobione, zarządzanie czasem – zrobione, mindfulness – zrobione. Co jeszcze, co jeszcze…. Dobra, amarantus i jagody goi w tym miesiącu są trnedy to może jakiś wegański warsztat gotowania na parze? A facebook nadal pęcznieje, a ja puchnę z dumy, bo lajki zbieram, wszyscy są pod wrażeniem. Wracam do domu, siadam przed telewizorem, odpalam kolejną serię serialu XYZ, budzę się rano i zastanawiam jak to jest, że znów dzień przeciekł mi przez palce. A przecież byłam na szkoleniu z zarządzania czasem i planowania. Co prawda trener nawet mówił, że SIĘ nie zarządzi i SIĘ nie zaplanuje. SAMO. Tylko, że to całe działanie już nie jest takie trendy, bo wymaga wysiłku. Zrezygnowania, z kolejnego trendy pojęcia, strefy komfortu. Ale mi się nie chce, może kiedyś się wezmę w garść, a na razie poleżę w swojej strefie komfortu. Do jutra, do poniedziałku, do 1 stycznia, do wiosny, do emerytury. I chociaż w mojej strefie komfortu w 100% komfortowo nie jest (wbrew temu co sugeruje nazwa), bo tu gryzie, tam drapie, trochę uwiera, trochę gniecie. Ale że do perfekcji opanowałam pozycje i triki, które złagodzą te niedogodności, to nie narzekam. Mam, znam, wiem czego się spodziewać.

I tak sobie kolekcjonuję certyfikaty i powoli, krok po kroku dochodzę do perfekcji w robieniu NIC. I nic w tym złego. W końcu żyjesz NaWłasnychZasadach, więc to TY ustalasz i TY wybierasz. I możesz wybrać robienie NIC – tylko nie miej pretensji do świata, że inni są gdzieś dalej, a Ty tkwisz na kanapie. Jeśli Ci to pasuje – pozwól sobie na nic-nierobienie. Dzięki temu będziesz cieszyć się kanapą! Jeśli nie pasuje – bierz byka za rogi i działaj. Tylko pamiętaj, że tym bykiem jesteś TY. Nie świat, nie inni ludzie.

Trudno jest zaakceptować to, że za nasze życie nie odpowiada nikt inny poza nami. I że jesteśmy jedynymi osobami, które mają wpływ. Jeśli uznasz, że to straszne, że ta odpowiedzialność to za duży ciężar, że nie chcesz jej brać, że Cię to przeraża – to właśnie tak będzie. Strasznie. Każda decyzja i każdy krok będzie okupiony lękiem przed czymś, czego nawet nie potrafisz nazwać. I zakopiesz się pod kocem i powiesz: niech się dzieje, co chce.

Możesz też zaakceptować to, że wszystko co robisz jest w dużym stopniu wynikiem Twoich działań, myśli, reakcji. I jest duża szansa, że osiągniesz spokój. Tak, stracisz możliwość wściekania się na niesprzyjający los i deszcz, który uwięził Cię pod kocem albo kolejny sezon serialu, przez który odstawiłaś/eś wszystko inne. Stracisz możliwość powiedzenia sobie po zjedzeniu tabliczki czekolady – skoro popłynęłam, to szarlotka z lodami i paczka chipsów już niczego nie zmienią.

Tak więc rozwijaj się osobiście, szukaj siebie, zbieraj certyfikaty czy co tam chcesz. A ja mam dla Ciebie najkrótsze szkolenie, które nie dość, że mądre jak diabli, to jeszcze powtarzano Ci je od dziecka. No tak, certyfikatów nie dawali, to się nie liczy?

Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.

Certyfikat dostaniesz mailem (imię i nazwisko prześlij na adres agnieszka@nawlasnychzasadach.pl)…

Facebookmail
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.