Pół kilo rozwoju osobistego. Na wynos poproszę.

124h

Przeciągasz kartą kredytową przez czytnik albo płacisz zbliżeniowo, a sprzedawca na tacy podaje Ci kubek z napojem. Wypijasz i następuje zmiana. Na lepsze oczywiście, bo w końcu płacisz, więc wymagasz najwyższej jakości. Zanim ostatnia kropla spłynie do gardła stajesz się nową, jeszcze doskonalszą wersją siebie (bo że jesteś doskonały/a to nie ulega wątpliwości). Wiesz czego chcesz, wiesz co czujesz, potrafisz nazwać swoje emocje i właściwie reagujesz nie poddając się szaleństwu ani nerwom. Twoja świadomość została zaktualizowana do wersji 9.0 PRO. Kosztowało Cię to trochę, ale w końcu Cię stać. Warto było załatwić temat w 3 minuty, zamiast tracić czas na wielogodzinne spotkania z coachem, szkolenia, treningi interpersonalne, warsztaty i terapie. W końcu wszystko można kupić! Na pewno?

Prawda jest taka, że nie ma nic za darmo. Tylko, że „nie za darmo” nie musi oznaczać „za pieniądze”. Bo owszem, za sesję coachingową możesz zapłacić sto złotych albo kilka tysięcy (obie trwają tyle samo czyli plus minus godzinę). Ale możesz też zacząć nie inwestując ani złotówki, na własną rękę. Wracając do sesji coachingowych – nie masz absolutnie żadnej gwarancji, że ta droższa będzie bardziej skuteczna. Podobnie jak tańsza. Na dodatek ani jedna ani druga nie zrobią z Tobą nic bez Twojego udziału. A jak mówię o udziale to myślę o wysiłku. Świadomości nie da się rozwinąć ani pogłębić czyimiś rękami. Można przy czyimś udziale (dzięki temu możesz przyspieszyć proces albo zobaczysz więcej), ale tak czy inaczej to, co Cię nie ominie to fakt, że poza pieniędzmi będziesz musiał/a zainwestować swój czas i siły. I nie ma znaczenia jak dużo masz pieniędzy i jak mało masz czasu. Budowania świadomości i zrozumienia siebie te kwestie zupełnie nie obchodzą.

Tak wiem, tak byłoby prościej, łatwiej i przyjemniej. Przyzwyczailiśmy się do bezwysiłkowego otrzymywania tego, co chcemy, pod warunkiem, że saldo na karcie jest dodatnie. I oczekujemy, że tak zadziałają szkolenia, coachingi, warsztaty. Że wyjdziemy z sali czy z gabinetu i „SIĘ stanie”. W końcu płacisz i wymagasz. I poświęciłeś swój cenny czas więc oczekujesz, że będzie działać.

Nie będzie. Jeśli wierzysz w bajki i oczekujesz cudów to sobie odpuść. Rozwój osobisty, budowanie świadomości, rozumienie siebie i innych wymaga olbrzymiego wysiłku. I nie dzieje się tu i teraz, natychmiast po przelaniu pieniędzy. Dzieje się gdy Ty o to zadbasz, poświęcisz temu czas i uwagę, zaczniesz zmieniać stare nawyki i przyzwyczajenia i będziesz konsekwentny.

Nie musisz. Nic nie musisz. Nawet jeśli aktualnie presja na rozwój osobisty jest największa od niepamiętnych czasów. Jeśli tego nie czujesz i dobrze czujesz się ze sobą – daj sobie spokój. Ominie Cię frustracja (a przy okazji oszczędzisz jej swoim trenerom, coachom, szkoleniowcom). A jeśli coś Cię gniecie i uwiera to zainwestuj w siebie. Na początek czas, a niekoniecznie pieniądze. Zobacz czy tędy droga czy może szukasz dziury w całym znudzony/a życiem.

I idź po pół kilo orzechów. Taki naturalny dopalacz. Na wynos.

Facebookmail
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.