Cel czy droga – oto jest pytanie!

mountains-1012340_1280

W świecie biznesu cele muszą być jasno określone, doprecyzowane, strategiczne oraz krótkoterminowe. I muszą być SMART (specyficzne, mierzalne, ambitne, realistyczne i określone w czasie). A w życiu? Skoro w biznesie to działa (pytanie czy na pewno), to w życiu tez musi!? Warto stawiać sobie cele i do nich dążyć i je realizować? Bez względu na wszystko? Bo skoro postawiłem/am, to nie ma opcji odwrotu? Bo jak nie dotrę do celu to będzie porażka, klęska, załamanie i beznadzieja? A może warto się rozejrzeć gdzie się dotarło? Co zrobisz jeśli okaże się, że miejsce, do którego dotarłeś/aś jest o wiele lepsze niż to do którego zmierzałeś/aś? Co zrobisz jeśli go nie zauważysz, pogrążony/a w rozpaczy nad swoim brakiem konsekwencji, bo z różnych powodów cel nie został osiągnięty?

W trakcie redagowania książki tłumaczyłam różnicę między uważnością a zwracaniem uwagi na coś/uważaniem. Próbowałam złapać sendo. Bo to nie to samo. Uważność jest wyżej, głębiej, bardziej. Uważność jest związana ze świadomością. Zauważam, a nie tylko patrzę. Odczuwam, a nie tylko czuję. Mogę uważać idąc drogą, żeby się nie potknąć. Uważność sprawi, że zauważę to, o co mogłabym się potknąć jak również to co na tej drodze i wokół niej jest i jak ja na to reaguję. Nie tylko to, co widzę, ale również to co słyszę i odczuwam. To trochę tak jak z jazdą samochodem na „myślowym automacie”. Budzisz się nagle i okazuje się, że przejechałaś/eś kilka kilometrów nie pamiętając w ogóle drogi.

A wracając do celu i drogi. Uważność pięknie wpisuje się w oba te pojęcia. Czasem jest tak, że twarde trzymanie się celu zamyka Ci oczy na inne możliwości, rozwiązania, opcje. Idziesz wytyczonym szlakiem, realizujesz poszczególne etapy i równocześnie przegapiasz ścieżki i boczne drogi. Nawet nie zastanawiasz się dokąd by Cię zaprowadziły. Jesteś jak koń z klapkami na oczach, który ma ograniczone pole widzenia. Nawet nie zauważasz, że przy bocznej dróżce stoi znak, który mówi „Twoje szczęście 2 km”. Mijasz go i pędzisz dalej. Realizujesz cel. Cieszysz się, bo odfajkowane, zrealizowane, ale jakby ktoś Cię zapytał co przeżyłeś/aś, kogo spotkałaś/eś realizując go, to może się okazać, że nic i nikogo….

Uważność nie przeszkodzi w realizacji celu. Uważność daje pewność, że nic ani nikogo – ważnego dla Ciebie, ciekawego – nie przegapisz, że złapiesz momenty, które będą Cię ładować na następne etapy. A czasem okaże Cię, że dojdziesz do celu skręcając w wyboistą ścieżkę z gładkiej autostrady, a czasem zrealizujesz zupełnie inny cel niż ten założony. Bo będzie Ci do niego bliżej, bo bardziej go poczujesz. I to wcale nie oznacza braku konsekwencji, nieudolności, słabości. Jeśli się okaże, że przygotowując się do wejścia na Rysy wejdziesz na Babią Górę i stwierdzisz, że tu jest Twoje miejsce – nie musisz zażynać się i udowadniać sobie (ani nikomu innemu) Rysów. Babia Góra tez jest ok. Zwłaszcza jeśli tak poczujesz. Bo uważność to również uważność na siebie i na to, co mówi do mnie mój organizm. Bo on mówi, daje znaki zanim ostatecznie przykuje Cie do szpitalnego (w ostateczności) łóżka. Nie usłyszałeś/aś jak mówił, że przeginasz, że dość, że awaria, bezpieczniki, przegląd techniczny dawno po terminie, a systemy bezpieczeństwa przeciążone?

Jak z Twoimi celami? Zmieniasz je czasem? Nie dlatego, że musisz, ale dlatego, że chcesz? Nie dlatego, że dałeś/aś ciała i już nie zdążysz wejść na szczyt, tylko dlatego, że po drodze zauważyłaś/eś coś albo spotkałaś/eś kogoś kto Cię zatrzymał, zadziwił, zachwycił. Wystarczy mieć uszy i oczy szeroko otwarte i pozwolić sobie na szukanie i niewiedzę. Że tak się nie da? Skoro tak mówisz….

Facebookmail
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Cel czy droga – oto jest pytanie!

  1. Wanda pisze:

    Nic dodać, nic ująć… Zadzwoniła do mnie kiedyś koleżanka, kompletnie zdołowana: „boże, jak mnie strasznie męczy to stawianie sobie celów… wyznaczanie i dążenie, a to jeszcze nie wychodzi… i znowu stawiam cel, to jakiś koszmar…” Powiedziałam jej, że stawianie celów jest nieobowiązkowe. Niesamowicie się ucieszyła. „Naprawdę? Mogę tak? Bardzo ci dziękuję!!! Jak mi lekko!” Jasne, po prostu żyj, smakuj dzień, może twoim celem jest właśnie to, spacer po równinie, a nie wspinaczka na szczyt! A uważność… mmmm, mniam mniam… bez uważności to jak połykanie jedzenia w opakowaniu, bez gryzienia, bez smakowania 🙂

    • Agnieszka (na własnych zasadach) pisze:

      Ostatnio byłam na spotkaniu, na którym była mowa o planowaniu i tam też jedna z Pań zapytała czy to jest konieczne, bo ona nie planuje i jest szczęśliwa. I odetchnęła z ulgą gdy usłyszała, że planowanie nie jest obowiązkowe.
      Bo nic nie jest obowiązkowe. To my decydujemy jakie „narzędzia” są nam potrzebne i po co.

  2. Ala pisze:

    Aga, święte słowa! Dodaję do SMART jeszcze jeden parametr: gęba ma się do celu śmiać?

    • Agnieszka (na własnych zasadach) pisze:

      Gęba ma się śmiać non stop 🙂 Do siebie przede wszystkim (do innych wtedy będziemy się śmiać bez trudu).

  3. Pingback: Głową muru nie przebijesz, a jeśli nawet to po co? | na własnych zasadach

Możliwość komentowania jest wyłączona.