Jestem prezesem, nauczycielem czyli o tym czy na pewno?

mask-1636121_1920

Kim jesteś? Menadżerem? Inżynierem? Prezeską? Nauczycielką?

A kim będziesz jeśli świat wyrzuci Cię z pociągu, w którym aktualnie jedziesz i w którym jesteś na przykład menadżerem? Zastanawiałeś/aś się kiedyś? Nad swoimi rolami życiowymi i nad tym jak bardzo determinują Twoje życie – to, które masz poza pracą. Bo masz takie życie – pamiętasz?

To co do siebie mówisz – w to wierzysz i tak się zachowujesz. A to oznacza, że jeśli jesteś dyrektorem, to jesteś nim również w domu, na wczasach, w weekend. A przecież dyrektor to tylko jedna z ról, którą akurat w tym momencie przyszło Ci grać. Jeśli jesteś nauczycielem to maniera nauczania będzie Ci towarzyszyć non stop. Jeśli jesteś pielęgniarką wkurzoną lub użalającą się na swoje zarobki będziesz wkurzona lub użalająca się w stosunku do świata nawet gdy odbijesz kartę wychodząc ze szpitala.

Perspektywa może się zmienić gdy zaczniesz mówić o swoich rolach zawodowych nieco inaczej. Jestem dyrektorem czy pracuję jako/na stanowisku dyrektora. Jestem nauczycielką/pracuję jako nauczycielka. Jestem magazynierem/pracuję jako magazynier. Jestem szefową/pracuję jako szefowa.

Pewnie się zastanawiasz co to zmienia?! Zmienia. Sprawdź. Chyba, że potrafisz odpowiedzieć na pytanie kim jesteś – inaczej niż tylko – menadżerem. O to właśnie chodzi. Życie to nie tylko praca (tak, to banał) i chociaż zajmuje Ci większość czasu w ciągu dnia, tygodnia, roku to JESTEŚ W ROLI menadżera, pracujesz JAKO menadżer. A kim jesteś? Człowiekiem, kobietą, mężczyzną? Co potrafisz powiedzieć o sobie kiedy już odstawisz na bok pracę? Jeśli okaże się, że po odcięciu stanowiska  nie zostało Ci nic, to może warto zająć się tematem? I dowiedzieć kim JA jestem. Możesz powiedzieć, że matką, ojcem, babcią, ale to przecież nadal są role – gdyby zabrano Ci dzieci kim byś był/a?

I to, że dowiesz się kim jesteś po odjęciu roli, w której jesteś w pracy lub do której dążysz, doda Ci sił do pracy i pozwoli głęboko oddychać. Bo jeśli ktoś kiedyś odepnie wagon i pociąg pojedzie bez Ciebie to będziesz wiedział/a kim jesteś, co znaczysz i że bez tego konkretnego pociągu też możesz żyć. W tej roli lub w jakiejkolwiek innej – w zależności od tego, co życie Ci przyniesie. Albo – i to stanie się tylko wtedy kiedy się dowiesz kim jesteś – co sobie w życiu wybierzesz. Bo nie musisz brać tego co jest, możesz wybrać to, na co Ty (nie-nauczyciel, nie-dyrektor, nie-handlowiec) masz ochotę.

Zacznij od 10 minut. I dopuść SIEBIE do głosu.

Facebookmail
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Jestem prezesem, nauczycielem czyli o tym czy na pewno?

  1. Wanda pisze:

    „Być” czy „być w roli” – jasne, że być! Mówienie o sobie (czy o kimś), że pracuje jako np. Specjalista od Bardzo Ważnych Rzeczy, przeczy ekonomii językowej. Odbierając czy wykonując telefon służbowy nie przedstawiamy się: Nowak, pracuję tu jako menadżer; Kowalska, na etacie nauczycielki. Poza tym – specjalistą od tych Bardzo Ważnych Rzeczy jest się zawsze, nawet jeśli zostaje się z konieczności roznosicielem ulotek.
    No właśnie, zostaje się… A przy okazji – zostaje się raczej dyrektorem, szefem, prezesem, lekarzem, adwokatem – a pracuje się jako śmieciarz, sprzątaczka, operator szambowozu czy pomocnik murarza. Z zawodami, które są nieco niżej w hierarchii społecznej (i wykonywane są najczęściej z konieczności) jakoś się nie identyfikujemy… Czyli – chcemy być tym menadżerem czy nauczycielem! Jesteśmy z tego dumni! Tak jak i mamą, babcią itd. Może kiedyś przyjdzie czas na przesiadkę. Ale póki co, JESTEŚMY pasażerami tego pociągu, a nie tylko w roli pasażera.
    Czy to kształtuje nasz sposób patrzenia na świat? Tak, jasne. Ale dlaczego nie? Może problem leży gdzie indziej? Mogę być pielęgniarką i po godzinach, a rozżalona nie będę, jeśli pracodawca mnie doceni. Wcale nie muszę wylewać swoich pretensji do garnka z obiadem, może właśnie w domu mogę odetchnąć… a przy okazji zabandażować dziecku rękę, bo wciąż jestem pielęgniarką. Nie tylko pracuję jako.
    Do zawodu czy stanowiska często są przypisane wiedza i umiejętności nabyte, których nie stracimy, gdy stracimy pracę. Stały się częścią nas. Prawdziwą częścią.
    Nauczycielka… no cóż, ponoć często przynosi to nauczanie do domu. Ale czy to coś złego? Tam najczęściej wychowuje i uczy własne dzieci. A mąż? Przecież 50% w związku zależy od niego, jak sobie daje stawiać pały to jego problem  Może ona kocha być nauczycielką, jest nią, bo chce? Jest nią całą sobą, więc czego ma szukać pod spodem? Jeśli straci pracę… Cóż złego w przesiadce? Może złapie inny pociąg, w podobnym kierunku; a może kupi rower i jazda jej się spodoba? I przestanie być nauczycielką, a zostanie listonoszką?
    Fakt, przesiadki bywają uciążliwe. Ale według mnie gorzej, jeśli siedzimy w pociągu, a pociąg stoi godzinami. I jak w dowcipie, konduktor takiego stojącego pociągu gdzieś na Syberii tłumaczy pasażerom: mieniajem maszynu! A gdy postój się przedłuża, precyzuje: mieniajem maszynu! na wodku mieniajem!
    Jaki z tego wniosek? Bez wodki ani rusz! Trzeba coś mieć, jakiś zasób, choćby butelkę wodki, za którą dostaniemy miejsce w saniach do najbliższej stacji. Więc pozwólcie mi BYĆ pasażerem pociągu całą duszą, bylebym zawsze miała coś w zanadrzu. To się nie kłóci ze sobą. Bo przecież jeśli już nie jestem dyrektorem, nie jestem już ojcem, nie jestem już tym i tamtym, to przecież zawsze i tak JESTEM zbieraczem znaczków, podróżnikiem, wąchaczem kleju, cukrzykiem, leniem śmierdzącym, aniołem w ludzkiej skórze, graczem komputerowym, czytelnikiem… Nie chodzi o to, żeby nie mówić JESTEM kimś tam. Ja chcę się identyfikować z aktualną rolą aż po flow! A nie dystansować od tego, co robię. A jeśli praca stanowi też hobby? Czy po pracy mam obowiązek zająć się np. majsterkowaniem? Czy mogę jechać na spotkanie takich samych pasjonatów jak ja?
    Koleżanka widząc, że zabieram „pracę” do domu powiedziała: przez to będziesz miała mniej czasu dla siebie! A ja zdałam sobie sprawę, że ten tylko mój czas z największą przyjemnością zużywam właśnie na to. Czy to choroba? Hmmmm. Ale z równą pasją oddaję się urlopowi  A, i jeszcze jedno: właśnie podjęłam pracę na pół etatu na całkiem innym stanowisku. I też mi się bardzo podoba…
    A jeśli stracę pracę… Rany, pociągów są tysiące! Uwielbiam podróże!
    A z tym wyborem to nie byłabym taka pewna… Prezesowi owszem, łatwo zostać kierowcą rajdowym, bo to uwielbia: jego na to stać. To jego wybór. A na jakie wybory stać sprzątaczkę? Kasjerkę? Wybór między Biedronką a Lidlem? Ekonomia jest bezlitosna…

    • Agnieszka (na własnych zasadach) pisze:

      Piękne słowa! I tak, w 100% się zgadzam z tym, że można – wszystko można. Pytanie dla mnie zawsze będzie jedno – czy ze świadomością. Czy wiem co w danej roli może mnie ograniczać, co jest zasobem i jak to wszystko determinuje moje zachowanie i życie. Jeśli nie wiem – mój wpis ma pokazać JAK to zobaczyć. Wiele osób, które spotykam na coachingu odkrywa, że to bycie w roli i utożsamienie się z nią ogranicza. I to, co jest najlepsze – gdy sobie to nazwą odnajdują spokój – niekoniecznie zmieniają coś – sama świadomość wystarcza.
      A ekonomia językowa w pewnym sensie z założenia utożsamia nas z rolą – i dopóki oddychasz pełną piersią, a nie jak ryba wyrzucona na brzeg – nic w tym złego 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.