Myślał indyk o niedzieli, czyli o planowaniu emerytury.

malaga

Wyobrażałaś/eś sobie kiedyś siebie na emeryturze? Co będziesz robić? Kim będziesz po sześćdziesiątce?

Że nie ma na co czekać, będzie dno i kaplica, bo z wyliczeń ZUS-u wychodzi, że będziesz dostawać co miesiąc 743 zł? No tak, w sumie faktycznie zostaje Ci fiolka z cyjankiem i kwitek opłacenia kwatery na cmentarzu. Bo po co teraz zasuwać i kombinować co zrobić, żeby mieć na starość trochę więcej niż 743 złote. Należy Ci się, tak?!? Niby się należy. Ale szanse na to, że dostaniesz są równe trafieniu szóstki w totka, więc powodzenia. Siedź i czekaj. Ja nie zamierzam. Z aktualnym podejściem masz 100% szans żeby zostać zgnuśniałą staruszką i stetryczałym dziadkiem, którzy rozmawiają tylko o chorobach i narzekają na wszystko. Na to, że świat nie kładzie im płatków róż pod stopy, że dzieci nie mają ochoty się z nimi widzieć, że kolejki do lekarza długie i że spaprali sobie życie…

Wiem wiem, powiesz, że planowanie emerytury już teraz jest szaleństwem? Bo jutro mogę wpaść pod tramwaj? Bo indyk myślał o niedzieli…  Niby tak. Ale na wypadek gdybym jednak nie wpadła, albo była tym indykiem, którego prezydent przed świętem dziękczynienia ułaskawi,  to chciałabym sobie zapewnić zdrowie, pieniądze i pogodę. Pogodę w dwóch wariantach – geograficznym (Hiszpania) i duchowym. W żadnym z tematów na ZUS nie mam co liczyć, więc podwijam rękawy i pracuję, żeby mieć oraz żyję na własnych zasadach, żeby być.

Uśmiecham się do siebie, kocham ludzi, którzy nie wysysają ze mnie energii, unikam toksycznych. Ja wybieram i ja decyduję. I nie udaję, że przecież nie mam na to wpływu. Bo mam. Zawsze mogę coś zmienić. Pytanie czy chcę? Bo to, że na wszystko mam wpływ to jedno. A to, że mogę nie chcieć nic zmieniać to drugie. Chodzi o to by nie udawać, że to moje beznadziejne życie to czyjaś wina. Na przykład niesprzyjających wiatrów, albo nauczyciela od fizyki, który się na mnie uwziął.

Jeśli Twoje życie jest beznadziejne to stań przed lustrem i zadaj sobie pytanie: w którym momencie dałem/am ciała? A potem popatrz sobie w oczy i uśmiechnij się do siebie. Jeśli nie potrafisz, to słabo. Jeśli dziwnie się czujesz patrząc na siebie bez maszynki do golenia w ręce, albo bez pędzla do make-up’u, to bardzo słabo…. Co nie oznacza, ze wszystko stracone. Musisz zacząć ze sobą rozmawiać, powiedzieć i usłyszeć jak to się stało, że jesteś tu gdzie jesteś. I dlaczego Twoim towarzystwem jest tylko frustracja, żałość, złość i zawiść. A potem sobie to poukładać. Czasu nie cofniesz, nie zmienisz tego co było, ale od dzisiaj możesz zacząć inaczej – żyć, rozmawiać, patrzeć na świat i na ludzi.

Masz wpływ na wszystko – to od Ciebie zależy czy na cmentarzu widzisz same krzyże czy same plusy.

Możesz być jak pszczoła, która wkoło widzi łąki pełne kwiatów.

Możesz też być muchą, która leci tylko do śmierdzącego łajna.

Nikt Ci nie każe być muchą. Nikt nie zabrania być pszczołą.

Ja widzę kwiaty i słońce. I żal mi much.

Facebookmail
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Myślał indyk o niedzieli, czyli o planowaniu emerytury.

  1. Pingback: Bądź dobrej myśli, bo po co być złej?! Czyli o tym, czego NAPRAWDĘ chcesz. | na własnych zasadach

Możliwość komentowania jest wyłączona.