Nazywam się Samosia. Zosia Samosia.

laundry-413688_1920

Jesteś jak gąbka, od pieluch nasiąkałaś/eś zasadami świata, który Cię wychowywał, uczył, z którym się bawiłaś/eś, przyjaźniłaś/eś. To ukształtowało Cię (bardzo upraszczając teorie) w 50%, druga połowę wzięły na siebie geny. I powstała mieszanka wybuchowa 🙂

Jak często mówisz o tym co jest dla ciebie ważne? Czego oczekujesz? Nie mówisz, bo to przecież oczywiste, a potem dziwisz się, że nikt na to nie wpadł?

Pomagasz, organizujesz, jesteś dostępna/y, a gdy sam/a potrzebujesz okazuje się, że zostajesz na lodzie? Użalasz się nad sobą? Ewentualnie robisz awanturę pt. bo ty zawsze! bo wy nigdy!

A skąd inni mają wiedzieć, że Zosia-Samosia czegoś potrzebuje?

Zosia-Samosia świetnie sobie radzi! Wie co, jak i gdzie załatwić, wie jak przykręcić gniazdko, zorganizować imprezę, wyjazd w nieznane i jak zrobić tiramisu bez mascarpone 😉 Harcerka pełną gębą. Odznak za „samo-” Zosia ma w bród! Samodzielna, samowystarczalna, samoobsługowa, samopomocowa, samonapędowa. Więc niech Zosia się nie obraża na świat, że świat się nie domyśla, że Zosia ma spadek formy i dzień pt. niech mnie ktoś przytuli…. Kto by na to wpadł?!? A jeśliby nawet wpadł, to kto zaryzykuje zapytać? Narazić się?

Masz tak? Ufff, nie jestem sama 😉 Pocieszę Cię – wszystko da się jeszcze odkręcić. Trzeba tylko zacząć się komunikować. Na początek ze sobą. Pogadaj ze sobą, poużalaj się, pomarudź. Posłuchaj co do siebie mówisz.

Zbudowałaś obraz siebie – osoby samowystarczalnej i przestało Ci to pasować? Nawet nie wiesz kiedy i jak stałaś się organizatorką i pocieszycielką. I długo nie zdawałaś/eś sobie sprawy, że tak na Ciebie patrzą? A teraz chcesz się podzielić obowiązkami, chcesz powiedzieć, że nie dajesz rady? Ale przecież runie Twój obraz osoby idealnie zorganizowanej i organizującej. A najgorsze – świat się zawali, bo ty na chwilę spuścisz go z oka*

Masz dwa wyjścia – i w na własnych zasadach to będzie zasada numer jeden:

– albo to zaakceptuj – gdy za bardzo się boisz utraty wizerunku, korzyści, które dzięki Zosi Samosi otrzymujesz, itp. – i przestań oczekiwać, że inni się domyślą i przestań marudzić, że nikt Ci nie pomaga, a każdy dokłada. Będziesz odrobinę szczęśliwszą Zosią Samosią,

– albo to zmień – powiedz o tym, co jest dla ciebie ważne, czego potrzebujesz. Zdejmij mundurek harcerki, która jedną zapałką rozpala ognisko w deszczowy dzień. Pokaż człowieka.

Obawiasz się, że zmiana spowoduje, że to już nie będziesz ty? Spokojnie, Twoja Zosia – Samosia nie zniknie! Moja ma się całkiem dobrze, wbrew pozorom nawet lepiej. Jest szczęśliwsza i silniejsza, bo ma świadomość, że w razie czego może powiedzieć „pas”! Bo fajnie jest być „samo-” i równocześnie wiedzieć, że nie muszę. I ta wiedza jest bezcenna – pozwalam sobie pomagać jeśli coś mnie przerasta, gdy da się idę na skróty, gdy potrzebuję „pogłaskania” – daję się głaskać, gdy ktoś chce coś zrobić za mnie – oddaję, gdy ktoś mówi, że jest robota do zrobienia – nie wyrywam się z palcem w górze zanim jeszcze się dowiem czy potrafię.

A jak Twoja Zosia Samosia? Na ilu etatach? Tylko w domu czy w pracy też daje radę?

*I to jak na razie  jedyna kumulacja jaką wygrałam 🙂 Nie pomogło nawet to, że osobista Mama całe moje życia śmiała się, że Babcia (jej mama) nie ruszy się z domu na dłużej niż: „do wieczora muszę wrócić”, bo krowy bez niej pozdychają (na Babcinej gospodarce, uwierzcie mi, miał się kto krowami zająć, ale przecież nikt tak nie dopilnuje zamknięcia drzwi od obory jak Babcia). U Mamusi też zdarza się, w biznesie nieco innym, że choć kucharek sześć, to tak jak Ona zamiesza zupę, to nikt nie zamiesza! Tak, naigrywaliśmy się z bratem i siostrą z Babci i Mamusi nie raz. Ba! Nadal komentuję tonem najmądrzejszej na świecie, której przecież ten temat nie dotyczy…
I co? I wyrosłam, nieodrodna wnuczka Babci i córka Matki. Gniazdko przykręcę sama, bo ile można czekać, garaż odgruzuję, bo przejść się nie da, nie mówiąc o wjechaniu samochodem, na drabinę wejdę, płot pomaluję. A w trakcie gdy JA własnoręcznie płot maluję Niemąż odbiera telefon od znajomego: Nie Stary, nie dam rady dzisiaj. Płot maluję…
Facebookmail
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Nazywam się Samosia. Zosia Samosia.

  1. Pedagog pisze:

    Świetny artykuł, 100% w życiu to komunikacja między ludźmi. Gdy moja żona ma pretensje że coś zapomniałem i robi zadyme to zawsze powtarzam że nie jestem Bogiem żeby wszystko wiedzieć. Wystarczy tylko spokojnie przypomnieć a nie tracić nerwy niepotrzebie.

    • Agnieszka (na własnych zasadach) pisze:

      Zadyma jest najłatwiejsza i czasem jest jedyną opcją, jaką w emocjach mamy pod ręką. Fajnie, że Twoja żona ma męża, który uspokaja emocje i rozmawia. O emocjach i komunikacji w NaWłasnychZasadach będzie jeszcze nie raz. Zapraszam – im więcej narzędzi mamy pod ręką tym rzadziej dajemy się ponieść emocjom!

      • Pedagog pisze:

        Ja jestem cholerykiem i wybucham na 5 minut a Ona jest flegmatyczka, jak załapie o co chodzi co przeważnie trwa 10 minut to przeważnie jest już po sprawie, i cała zadyma rozchodzi się po kosciach.

        • Agnieszka (na własnych zasadach) pisze:

          Uwielbiam temat różnic, które powodują, że trudno nam się dogadać, że nie rozumiemy „dlaczego i o co chodzi” tej drugiej stronie (dziecku, teściowej, żonie).
          O ekstra- i introwertykach będzie wkrótce!

  2. Pedagog pisze:

    Chociaż charaktery mamy inne to i tak trzeba się trzymać starej sprawdzonej zasady

    „HAPPY WIFE ,HAPPY LIFE”

Możliwość komentowania jest wyłączona.