Ty to masz dobrze – lubisz biegać!

Ty to masz dobrze, lubisz biegać – usłyszałam ostatnio.

Lubię biegać?!?!? Proszę Cię!!! Kto o zdrowych zmysłach lubi się męczyć, pocić, tracić oddech i siłę, czerwienieć na twarzy i wkurzać, że znów mam za mało siły, żeby przebiec tyle ile chcę albo tak szybko jak chcę…

Czy lubię biegać? Nie. Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Zeszczupleli, ale nadal są nieszczęśliwi

Dzisiaj zapraszam do Radia Kraków.

Miałam niebywałą przyjemność być gościem Ewy Szkurłat i rozmawiać o psychologicznych aspektach otyłości w towarzystwie prof. Andrzeja Budzyńskiego z Czerwonej Chirurgii UJ.

Posłuchaj tutaj: Zeszczupleli, ale nadal są nieszczęśliwi.

 

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Motywacja Cię nie znajdzie…

Temat motywacji został już omówiony na tysiąc sposobów. A Ty nadal leżysz na kanapie i czekasz na nią, żeby przyszła, założyła Ci buty i wyprowadziła na bieganie.

Albo w pracy – rutyna Cię zjadła, idzie Ci siłą rozpędu, chociaż coraz częściej czujesz, że stoisz w miejscu, ewentualnie kręcisz się w kółko jak chomik w kołowrotku. I w głębi duszy wiesz, że warto byłoby coś zmienić. Einstein śni Ci się po nocach ze swoim: „szaleńcem jest ten, kto robi cały czas to samo i oczekuje innych rezultatów”. Ale Ty wytrwale czekasz na motywację, bo bez motywacji nie ruszysz z miejsca. A motywacja jest kobietą (jak to ustaliliśmy z uczestnikami podczas ostatniego szkolenia) i ma zmienne nastroje. Jak to kobieta. Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nie takie to korpo straszne…

Korporacja to zło?!?

To zależy. Bo może być takim samym złem jak praca na poczcie, w warzywniaku, w szkole czy na własnej działalności. I wszędzie tylko może, bo nie musi. A nie musi, bo to Ty decydujesz czy będzie złem czy nie.

I nie, nie będę pisać, że wszystko jest kwestią pozytywnego nastawienia, bo nie jest. Wiele jest kwestią granic, których nie umiemy stawiać, bo dajemy sobie wejść na głowę, bo chcemy więcej, bardziej, szybciej, bo żałujemy, że nie jesteśmy gdzie indziej, bo boimy się co będzie. Wiele jest kwestią chęci, bo nie chce nam się walczyć z wiatrakami, więc dajemy milczącą zgodę, żeby się działo. I chociaż wydaje nam się, że na beznadzieję, w jakiej tkwimy nie ma rady, to jednak zmartwię Cię. Jest. I możesz (bo musieć nie musisz) coś z tym zrobić. Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Lekarstwo na całe zło!

Odkąd psychologia zaczęła zajmować się również jasną stroną mocy, czyli nie chorobą ale ulepszaniem zdrowego, dostaliśmy tak naprawdę do ręki całą szafkę bezpiecznych dopalaczy, którymi możemy poprawić życie, zdrowie, samopoczucie. Bo o ile z choróbska wyprowadza się człowieka do stanu zero (czyli braku choroby) to działajmy skoro istnieją dowody, że  da się zrobić tak, żeby być zdrowszym niż ten, co tylko nie choruje? Albo szczęśliwszym niż ten, kto tylko nie jest nieszczęśliwy?

Urodzony pesymista powie – takim mnie panie stworzyłeś, takiego mnie masz. Jak na lekach dojdę do stanu zero to i tak jest nieźle, chociaż znając moje szczęście i tak choróbsko wróci. Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarze

Samodyscyplina, czyli zostań swoim trenerem!

Dziewięć lat najbardziej burzliwego okresu w życiu spędziłam w gronie niesamowitych ludzi. Szkoła jaką wtedy przeszłam procentuje teraz, a że na samo wspomnienie uśmiech pojawia się na twarzy, nigdy nie przeszło mi do głowy żałować ani jednych wakacji, na które nie pojechałam, bo wybrałam obóz sportowy i ligę. Być może czkawką teraz mi się odbija przerośnięte nieco poczucie odpowiedzialności, ale lepsze to niż chorągiewka na wietrze i brak konsekwencji. Pamiętam treningi na plaży we Władysławowie, wbieganie po schodach w górę klifu. 30 razy. Pot, przekleństwa, złorzeczenie, a na koniec dnia dzika radość z bycia ze sobą. Albo taniec deszczu, który jakoś nie nadchodził i trening był (notabene trenerowi deszcz w treningu nie przeszkadzał 😉 ). Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Nie mam czasu… Czyli wymówka wszechczasów!

Wiem, wiem, ja też nie mam czasu. Czterdziestka stuknęła, już bliżej końca niż dalej, a jeszcze tylu rzeczy nie zrobiłam. Więc pobudka, kołowrotek i pędzę gdzieś, za czymś, po coś. Gdzie? Za czym? I po co? Zadajesz sobie te pytania?

Wiesz, że w porównaniu z latami dziewięćdziesiątymi masz o 1-2 godziny dłuższą dobę? Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Work-life balance – mit, kit czy może da się?

 

Walka o przywrócenie równowagi między życiem prywatnym i zawodowym trwa. Chociaż wydaje mi się, że trwa raczej walka o przetrwanie w pracy, a kiedy już przekroczysz próg domu rozpoczyna się walka o przetrwanie w domu. Stres w pracy zamienia się w stres w domu. Bo z i tu i tu jesteś ciągle w plecy. Terminy gonią, Ty gonisz w wyścigu za pieniądzem, gonisz partnera/partnerkę, dzieci, szybciej, więcej, bardziej. Takie czasy, taka kultura? Życia? Tylko co to za życie?

Rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani dnia w swoim życiu. Łatwo się mówi? Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Koto-psiarze, Matki nie-Polki, stare panny – bój-się-boga…

witch-155291

Uwielbiam stereotypy. Zawsze mi się gęba śmieje jak się łapię na ocenianiu właśnie w kontekście stereotypów, utrwalonych, często nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego. A że ostatnio się zderzam i mam wielki ubaw patrząc na reakcje to postanowiłam parę z nich zebrać.

Bo tak:

  • Mężczyzna, którego praca jest wyjazdowa i który bywa w domu w weekendy jest królem życia i łał i szacun!
  • Kobieta, w tej samej sytuacji zawodowej jest złą matką i jak tak można, kariery jej się zachciało i sodówa uderzyła jej do głowy!
  • Mężczyźnie, który pomaga w domu (już samo to sformułowanie niewłaściwie ustawia role) z jednej strony chylimy czoła, a z drugiej boszszsz, co za pantofel!
  • Kobieta, która nie gotuje jest pożal się boże!

Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Styczeń, czyli pora zwiększonego ciśnięcia

runner-555074_1280

Kolejny styczeń w toku. I niby nic się nie zmieniło, a pierwsze kilka dni nowego roku odczuwałam delikatną presję i niewygodę. Bo nic wielkiego sobie nie zaplanowałam, nie postanowiłam, nie zaczęłam z wielką parą i zapałem działać. Zamiast tego robię to, co do tej pory. W normalnym tempie, ze standardową ochotą. Bez ognia w oczach i szału w głowie.

I choć myślałam, że jej nie odczuję, to jednak presja noworoczna ma moc. Bo powinnam przecież coś robić. Więcej, bardziej, inaczej, szybciej. Prawda jest taka, że nie czuję się jak stuprocentowy pączek w maśle, a chciałabym. Czytaj dalej

Facebookmail
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj